Portal Randkowy

ZakochanaPolska.pl

Życie na pełnych obrotach

Poznaj swoją miłość i ciesz się życiem!

Staranna moderacja
Wszystkie profile na portalu są dokładnie moderowane. Sprawdzamy wszystko, począwszy od tego czy adres IP nie pochodzi np. z Afryki, czy zdjęcie nie jest ściągnięte z internetu itd.
Brak płatności
Uważamy, że odrobina reklam to lepsza forma utrzymania serwisu. Wprowadzanie płatności zmniejsza autentyczność osób na portalach, pojawia się podejrzenie, że być może to portal wysyła wiadomości.

Dlaczego akurat ten portal randkowy spośród, powiedzmy sobie szczerze, kilkunastu innych serwisów randkowych

Postaramy się na to pytanie odpowiedzieć jak najprościej w kilku podpunktach poniżej. Oczywiście mogą mieć Państwo inne zdanie, faktem jest jednak, że pracujemy w tej branży już od ponad 15 lat i wiemy co robimy
Nie jesteśmy międzynarodową korporacją zarejestrowaną na Malediwach czy w Kolumbii. Jesteśmy legalnie działającą Polską firmą, bez żadnych ucieczek przed prawem.
Profile naszych użytkowników ( zdjęcia ) dostępne są tylko i wyłącznie dla zarejestrowanych użytkowników serwisu randkowego.
Mnogość funkcjonalności na portalu randkowym jest zbędna. Najważniejsze to móc za darmo porozmawiać z drugą osobą. Żadne dopasowania nie pomogą.
Nie zawsze największy znaczy najlepszy. Można mnożyć takie przykłady z życia codziennego. Mniejsza popularność również ma swoje zalety.
Na naszej stronie randkowej każdą udostępnioną funkcjonalność masz w 100% za darmo. Nie ponosisz żadnych opłat za korzystanie z portalu.
Jeżeli masz jakieś pytania, zawsze chętnie odpowiemy poprzez formularz kontaktowy lub email podany w regulaminie portalu randkowego.

Odpowiedni portal randkowy:

01 Nie pobiera opłat, wzbudza to podejrzenia co do autentyczności profili
02 Nie dobiera sztucznie w pary na podstawie algorytmów, nic nie zastąpi rozmowy
03 Regularnie pojawiają się na portalu nowe osoby
04 Jest zarejestrowany w Polsce i spełnia Polskie wymogi prawne

Kilka ostatnich artykułów na tematy randkowe

Randkowanie to nie wiedza tajemna, jednak wiele osób ciągle popełnia podstawowe błędy, nie tylko randkując przez internet, ale szczególnie na spotkaniu w tzw. realu. Nasza biblioteczka będzie regularnie powiększana o nowe artykuły i porady właśnie dla was.

Rozmowa, która utknęła w schemacie „Dzień dobry”, „Jak minął dzień?”, „U mnie w pracy jak zawsze”, „U mnie też”, staje się szybko emocjonalnym odpowiednikiem białego szumu. Jest przyjemna w tle, ale nie angażuje, nie pozostawia śladu, nie buduje więzi. W kontekście platform do nawiązywania relacji, gdzie celem jest przecież głębsze poznanie i znalezienie prawdziwego połączenia, taka wymiana zdań jest jak bieganie w miejscu – zużywa energię, ale nie posuwa do przodu. Problem nie leży w samym pytaniu o dzień – jest ono naturalnym i życzliwym gestem otwarcia. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się ono głównym, a często jedynym, motorem rozmowy przez kolejne dni. Taka dynamika nie prowadzi do pogłębienia znajomości, a jedynie utrzymuje kontakt na poziomie powierzchownej uprzejmości. Po kilku dniach takiej wymiany uczestnicy czują pustkę i frustrację, choć trudno im wskazać konkretny powód – w końcu „rozmawiają”. Jednak rozmowa pozbawiona esencji, osobistych refleksji, wzajemnej ciekawości światów wewnętrznych, jest jak pusta skorupa: ma formę komunikacji, ale nie ma w niej treści, która mogłaby zbudować pomost między dwiema osobami.

Dlaczego tak się dzieje i jak temu zapobiec? Pułapka „dnia codziennego” wynika z wyboru najprostszej ścieżki poznawczej. Pytanie o dzień jest łatwe, bezpieczne i nie wymaga wysiłku ani ryzyka ujawnienia czegoś osobistego. Jednak relacje – także te budowane przez serwisy umożliwiających poznawanie nowych ludzi – rozwijają się poprzez stopniowe i wzajemne odkrywanie swojego wewnętrznego krajobrazu: przekonań, marzeń, lęków, poczucia humoru, reakcji na świat. Temat „jak minął dzień” z natury koncentruje się na zewnętrznych, często banalnych faktach, a nie na wewnętrznych doświadczeniach. Aby rozmowa nie stała się jałowa, konieczne jest świadome wprowadzanie wątków, które otwierają drzwi do tych głębszych warstw. Nie oznacza to, że od razu trzeba pytać o traumy z dzieciństwa. Chodzi o subtelne przesunięcie akcentu z „co się wydarzyło” na „jak to na ciebie wpłynęło, co o tym myślisz, jak to odczuwasz”. Na przykład, zamiast pytać: „Jak minął dzień w pracy?”, można zapytać: „Czy dzisiaj w pracy było coś, co cię pozytywnie zaskoczyło lub zirytowało?”. Albo, będąc po swojej stronie, zamiast sucho relacjonować: „Byłem na spotkaniu”, można powiedzieć: „Dziś na spotkaniu padł pomysł, który od razu przypomniał mi książkę, którą czytałem. Zastanawiam się, czy czasem nie szukamy skomplikowanych rozwiązań, gdy proste są pod nosem. A ty masz tendencję do komplikowania czy upraszczania?”. To przekształca rozmowę z raportu w wymianę perspektyw.

Kluczem do uniknięcia jałowości jest traktowanie rozmowy jako procesu odkrywczego, a nie obowiązku podtrzymywania kontaktu. Jeśli po 2-3 dniach czujesz, że dialog kręci się w kółko, to znak, że trzeba podjąć działanie. Możesz to zrobić na dwa sposoby. Po pierwsze, przejść do konkretu i zaproponować zmianę formy kontaktu. Napisać: „Przyznaję, że te nasze czaty coraz bardziej przypominają dziennik pogody :) Chętnie pogadałbym normalnie, żeby się lepiej poznać. Może krótka rozmowa telefoniczna w weekend?”. To jasno komunikuje, że zależy ci na jakości, a nie tylko na ilości wiadomości. Po drugie, zadać pytanie, które wymaga refleksji i nie ma jednej poprawnej odpowiedzi. Pytania, które otwierają głębszy poziom to np.: „Jakie trzy słowa najlepiej opisują twoje podejście do życia?”; „Gdybyś miał/miała spędzić miesiąc w dowolnym miejscu na Ziemi, robiąc tylko jedną rzecz, co by to było i dlaczego?”; „Jaka lekcja z ostatnich pięciu lat twojego życia okazała się dla ciebie najcenniejsza?”. Takie pytania są jak klucze – otwierają zamki, za którymi kryje się osobowość. Oczywiście, należy je zadawać z wyczuciem i w odpowiednim momencie, gdy już jest pewna podstawowa znajomość. Jeśli druga strona konsekwentnie unika takich tematów, odpowiada zdawkowo lub wraca do schematu „u mnie ok”, jest to wyraźny sygnał, że albo nie jest gotowa na głębszą relację, albo jej intencje są inne (np. zabicie czasu). Wtedy, zamiast męczyć się jałową wymianą, lepiej z godnością odpuścić i poszukać kogoś, kto ma ochotę i odwagę na rozmowę, która naprawdę coś buduje. Pamiętaj, że rozmowa jest krwiobiegiem rodzącej się relacji. Jeśli krew krąży tylko w małym, powierzchownym kółku, organizum nigdy nie urośnie. Potrzebuje ona tlenu głębszych tematów, by żyć i rozwijać się w coś wartościowego.

Komunikacja w świecie cyfrowych randek to taniec energii przekazywanej przez słowa. Każda wiadomość niesie ze sobą nie tylko treść, ale i ładunek emocjonalny, intencję oraz stan ducha nadawcy. Gdy siadasz do klawiatury, będąc pod wpływem frustracji, zdenerwowania, smutku lub głębokiego zniechęcenia, istnieje bardzo duże ryzyko, że ten stan – często zupełnie niezwiązany z osobą, do której piszesz – przefiltruje się przez twoje słowa, nawet jeśli starannie je dobierasz. Może to przybrać formę wyczuwalnego pośpiechu, mniejszej życzliwości, skrótowości, która zostanie odczytana jako brak zainteresowania, lub wręcz nieświadomej, pasywnej agresji. Rozpoczynanie nowej rozmowy lub kontynuowanie istniejącej w takim momencie jest jak budowanie mostu z mokrego, niestabilnego drewna – może się zawalić pod wpływem własnego ciężaru, zanim jeszcze ktokolwiek zdąży po nim przejść. Dlatego dyscyplina, by nie angażować się w te interakcje w chwilach emocjonalnego dołka, jest niezwykle ważną umiejętnością, która chroni zarówno twoje szanse, jak i twój spokój.

Mechanizm jest prosty: nasz stan emocjonalny koloryzuje percepcję i wpływa na język. Kiedy jesteśmy sfrustrowani po ciężkim dniu w pracy, nasz mózg działa w trybie „walki lub ucieczki”, jest mniej empatyczny i bardziej skupiony na sobie. Jeśli w takim stanie otworzymy aplikację randkową, nawet pozornie neutralna wiadomość od nowej osoby może zostać przez nas odebrana jako irytująca, a nasza odpowiedź – choć poprawna merytorycznie – będzie pozbawiona ciepła i autentycznej ciekawości. Możemy niechcący użyć zbyt oszczędnych sformułowań, zapomnieć o pytaniu zwrotnym, lub co gorsza, odczytać czyjś żart jako przejaw braku powagi i zareagować defensywnie. To, co dla osoby po drugiej stronie jest zwykłym początkiem wymiany, dla nas staje się kolejnym „zadaniem” lub „obowiązkiem”, który wykonujemy bez serca. Co więcej, nasza własna, negatywna energia może sprawić, że spojrzymy na profil tej osoby przez pryzmat naszego złego nastroju – wyolbrzymimy drobne niedopasowania, które w innym stanie umysłu uznalibyśmy za nieistotne, i z góry zakładamy, że rozmowa nie ma sensu. To samospełniająca się przepowiednia – zaczynamy interakcję z negatywnym nastawieniem, które następnie przekłada się na nasz styl komunikacji, co z kolei zmniejsza szansę na pozytywną reakcję, potwierdzając nasze początkowe przekonanie. W ten sposób, zamiast dać szansę potencjalnie ciekawej znajomości, odstraszamy osobę, z którą w lepszym dniu moglibyśmy nawiązać dobry kontakt.

Dlaczego lepiej odpisac później? Ponieważ odroczenie reakcji jest aktem odpowiedzialności i szacunku. Szacunku dla drugiej osoby – której nie obciążasz swoimi chwilowymi emocjami – i odpowiedzialności za własny wizerunek oraz za jakość relacji, którą próbujesz budować. W świecie serwisów umożliwiających poznawanie nowych ludzi, gdzie pierwsze wrażenie jest często decydujące, wysłanie jednej, napisanej w pośpiechu lub z gorzkim podtekstem wiadomości, może zniszczyć tygodnie budowania pozytywnego obrazu. Oczekiwanie do momentu, gdy emocje opadną, a umysł wróci do stanu względnej równowagi, pozwala na strategiczne i autentyczne podejście. Gdy odpowiadasz będąc w dobrym nastroju, twoje słowa są naturalnie bardziej otwarte, ciepłe i kreatywne. Łatwiej ci dostrzec humor w czyjejś wiadomości, zadać wnikliwe pytanie, wykazać się uważnością. Nie musisz tego udawać – to wypływa z twojego aktualnego stanu. Praktyczną zasadą może być: „Nie piszę nowych wiadomości i nie odpowiadam na ważne, rozwijające się konwersacje, gdy czuję się wyraźnie poniżej swojej emocjonalnej linii podstawowej”. Możesz wtedy zamknąć aplikację, zrobić coś, co cię uspokaja (spacer, muzyka, film), a wrócić do niej, gdy poczujesz, że masz znowu wewnętrzną przestrzeń na autentyczną, życzliwą interakcję. To nie jest gra, to higiena emocjonalna w działaniu. Oszczędza ona mnóstwo niepotrzebnych nieporozumień i pozwala ci pokazywać się z najlepszej strony – nie jako wyidealizowanej wersji siebie, ale jako wersji zintegrowanej, która potrafi zarządzać swoimi stanami i nie pozwala, by przelotne burze psuły długoterminowe plany. W końcu budowanie relacji to maraton, a nie sprint, a w maratonie liczy się umiejętność zarządzania własną energią na każdym kilometrze trasy.

Umawianie randki w sposób konkretny i po męsku to sztuka, która w cyfrowym świecie pełnym niepewności i gier staje się kluczową umiejętnością. Nie chodzi tu o szorstkość czy brak szacunku, lecz o połączenie klarowności intencji, pewności siebie i poszanowania granic – zarówno własnych, jak i drugiej strony. Nadskakiwanie, czyli nadmierne zabieganie o uwagę poprzez nieustanne potakiwanie, chwalenie każdym słowem i oddawanie inicjatywy, nie tylko nie jest skuteczne, ale często bywa odbierane jako brak autentyczności i siły charakteru. W świecie platform do nawiązywania relacji, gdzie wiele interakcji pozostaje w sferze mglistych obietnic, męskie i konkretne podejście wyróżnia się jak latarnia w mgle. To postawa, która mówi: „Wiem, czego chcę, szanuję twój czas i swoją wartość, i jestem gotów podjąć działanie”.

Pierwszym elementem jest budowanie kontekstu, który uzasadnia propozycję. Umówienie się „z marszu”, po dwóch zdawkowych wiadomościach, może być odebrane jako nachalne. Konkretna i męska propozycja nie pojawia się w próżni. Wynika naturalnie z dobrej, wcześniejszej rozmowy, w której wyczuwasz wzajemne zainteresowanie i pewną chemię. To moment, gdy wymieniliście już kilka dłuższych wiadomości, może mieliście krótką rozmowę głosową, a temat spotkania naturalnie się nasuwa. Na przykład, jeśli rozmawialiście o ulubionych kawiarniach, możesz powiedzieć: „Świetnie, że też lubisz tę palarnię przy Rynku. Mam ochotę sprawdzić ich nową mieszankę z Etiopii. Chodźmy w sobotę o 17:00 – wtedy jest spokojniej. Jak brzmi?”. Propozycja jest zakotwiczona we wspólnej rozmowie (kawiarnie), pokazuje twoją inicjatywę (chęć sprawdzenia czegoś), jest konkretna (sobota, 17:00) i zawiera uzasadnienie („wtedy jest spokojniej”). To nie jest: „Może kiedyś się spotkamy?” – czyli pytanie, które przerzuca cały ciężar decyzji i organizacji na kobietę. To jest jasna oferta, która ułatwia podjęcie decyzji. Męskość tkwi w tej odpowiedzialności za sformułowanie planu. Unikaj sformułowań typu: „Gdzie chciałabyś iść?” lub „Kiedy masz czas?” na początku. To oznaka niepewności. Ty proponujesz konkret, a ona ma pełne prawo zaproponować zmianę, jeśli jej nie pasuje. To właśnie jest szacunek połączony z przywództwem.

Drugi filar to język: bezpośredni, pozytywny i pozbawiony nuty desperacji lub przymilania. Męska komunikacja jest prosta i skoncentrowana na działaniu. Porównaj dwa sformułowania:

„Hej, myślę, że jesteś naprawdę fajną osobą i bardzo bym chciał się z Tobą w końcu spotkać, oczywiście tylko jeśli masz ochotę i czas, nie chcę być natrętny, ale może udałoby się coś ugrać w przyszłym tygodniu?”

„Słuchaj, bardzo miło mi się z Tobą rozmawia. Chcę Cię lepiej poznać. Wychodzę z propozycją: kawa w [konkretne miejsce] w piątek o 18:00. Dogaduje Ci się termin?”

Pierwsze jest pełne niepewności („bardzo bym chciał”, „tylko jeśli”, „może udałoby się”), samoumniejszania („nie chcę być natrętny”) i mglistości („coś ugrać”). Brzmi jak błaganie o łaskę. Drugie jest bezpośrednie, pozytywnie ocenia dotychczasowy kontakt („bardzo miło mi się rozmawia”), jasno komunikuje intencję („chcę Cię lepiej poznać”) i kończy konkretną, zamkniętą propozycją, która jest łatwa do zaakceptowania lub odrzucenia. Użycie zwrotu „wychodzę z propozycją” jest kluczowe – pokazuje, że jesteś oferentem, a nie petentem. Brak nadskakiwania objawia się w braku nadmiaru emoji, wykrzykników i słów, które mają „złagodzić” przekaz. Możesz użyć uśmiechu, ale nie pisz: „Jesteś cudowna!!! 😍😍 Może kawka? 🥺👉👈”. To jest właśnie infantylne nadskakiwanie. Męska propozycja jest czysta, jak dobrze zaparzona espresso – bez zbędnych dodatków.

Ostatnim, często pomijanym aspektem jest twoja wewnętrzna postawa i reakcja na odpowiedź. Umawianie się po męsku oznacza, że robisz to z poczuciem, że oferujesz wartościowe spotkanie, a nie że „zabierasz jej czas”. To pozwala zachować spokój, niezależnie od odpowiedzi. Jeśli kobieta odpowie: „Super, pasuje mi!”, świetnie. Jeśli odpowie: „Piątek mi nie pasuje, ale mogę w sobotę o 16:00”, to też świetnie – osiągnąłeś cel, wykazałeś się inicjatywą, a ona z chęcią dopasowała się do planu, co pokazuje jej zainteresowanie. Prawdziwy test męskości przychodzi w reakcji na odmowę lub wymijanie. Jeśli usłyszysz: „Nie wiem…”, „Jestem teraz bardzo zajęta” (bez alternatywy), lub nie otrzymasz odpowiedzi, męską reakcją jest godne i ciche wycofanie się bez dramatu, tłumaczenia się lub próśb. Odpowiedz po prostu: „Rozumiem. Powodzenia!” i zakończ kontakt. Nie pytaj „dlaczego?”, nie próbuj się tłumaczyć, ani nie proponuj innych terminów, jeśli nie było to zainicjowane przez nią. To właśnie ciągnięcie tematu, błaganie i szukanie uzasadnienia jest zaprzeczeniem męskiej postawy i przejawem desperacji, której chcesz uniknąć. Pewność siebie polega na tym, że akceptujesz, że nie każda osoba będzie dla ciebie odpowiednia i nie każda cię zaakceptuje – i że jest to w porządku. Twoja wartość nie zależy od pojedynczej odpowiedzi. Ta wewnętrzna stabilność pozwala ci umawiać się konkretnie, bez lęku przed odrzuceniem, co jest prawdziwie atrakcyjne. W świecie serwisów umożliwiających poznawanie nowych ludzi, gdzie wiele osób gra w gry emocjonalne, taka prosta, klarowna i pewna siebie postawa jest jak oddech świeżego powietrza. To nie jest technika manipulacji, tylko wyraz dojrzałości emocjonalnej, która mówi: „Jestem zainteresowany, jestem gotów podjąć działanie, a ty decydujesz, czy chcesz być częścią tej historii”. To właśnie jest esencja umawiania się konkretnie i po męsku.

W świecie cyfrowego randkowania inicjatywa jest walutą, która może zarówno otworzyć drzwi do głębokiej relacji, jak i zmarnować cenny czas na bezowocne próby. Dla mężczyzn poszukujących poważnego związku, zrozumienie, kiedy przejąć stery, a kiedy z godnością się wycofać, jest kluczową umiejętnością, która chroni zarówno przed biernością, jak i przed frustracją. To nie jest gra na manipulację, lecz raczej sztuka rozpoznawania wzajemności i zarządzania własną energią emocjonalną. Środowisko platform do nawiązywania relacji często generuje poczucie niepewności – wiele interakcji pozostaje w zawieszeniu, między entuzjazmem a obojętnością. Skuteczna męska strategia polega na odrzuceniu biernego oczekiwania na cud i przyjęciu roli świadomego architekta procesu poznawania, jednocześnie z szacunkiem akceptując autonomię i sygnały drugiej strony. Kluczem jest tu balans między asertywnością a uważnością, między prowadzeniem a słuchaniem.

Pierwsza zasada dotyczy inicjatywy w pierwszym kontakcie i we wczesnej fazie rozmowy. Przejmij inicjatywę od samego początku, ale w sposób inteligentny. Oznacza to, że jeśli zainteresował cię czyjś profil, nie wahaj się napisać pierwszej, spersonalizowanej wiadomości. To twoja rola – oczekiwanie, że to kobieta pierwsza się odezwie, radykalnie zmniejsza twoje szanse w środowisku, gdzie kobiety często są zasypywane wiadomościami. Jednak inicjatywa nie kończy się na „cześć”. Przejmij ją także w nadawaniu kierunku rozmowie. Jeśli odpowiadasz na jej wiadomość, zawsze dodaj nowy wątek, zadaj następne, otwarte pytanie, które pogłębia temat. Nie pozwól, by rozmowa zamarła przez brak twojego zaangażowania. To ty, jako inicjator, ponosisz odpowiedzialność za to, by wczesny dialog miał puls. Gdy rozmowa płynie dobrze, kolejnym naturalnym krokiem jest przejście na inny kanał komunikacji. Tutaj inicjatywa jest kluczowa. Po kilkunastu miłych wymianach na czacie platformy, zaproponuj rozmowę głosową lub krótką wideorozmowę. Sformułuj to jako naturalną progresję: „Bardzo miło mi się z tobą rozmawia, ale te czaty bywają męczące. Masz ochotę na krótką rozmowę głosową, żebyśmy nie rozmawiali jak boty? :)” To przejęcie inicjatywy jest oznaką pewności siebie i jasnych intencji – pokazujesz, że traktujesz tę znajomość poważnie i chcesz ją rozwijać poza bezpieczny, ale ograniczony ekran.

Jednak prawdziwa sztuka nie polega tylko na przejmowaniu inicjatywy, ale na umiejętności rozpoznania, kiedy ona nie jest odwzajemniona i – w konsekwencji – na godnym odpuszczeniu. To jest druga, trudniejsza połowa strategii. Twoja proaktywność musi napotykać choćby minimalną wzajemność. Oto sygnały, które powinny zapalić czerwoną lampkę i skłonić cię do emocjonalnego wycofania, jeśli utrzymują się przez dłuższy czas: jednostronny wysiłek w podtrzymaniu rozmowy (ty ciągle zadajesz pytania, ona odpowiada krótko, nie rozwijając wątków i nie pytając o ciebie), chroniczne opóźnienia w odpowiedziach bez wyjaśnień lub szacunku dla twojego czasu (odpowiada raz na tydzień, traktując czat jako notatnik, a nie rozmowę), wymijające reakcje na twoje propozycje (gdy sugerujesz rozmowę głosową lub spotkanie, odpowiada „może kiedyś”, „jestem teraz bardzo zajęta” bez podania konkretnego alternatywnego terminu). W takich sytuacjach twoją strategiczną decyzją powinno być odpuszczenie. To nie oznacza agresywnego zerwania kontaktu. Oznacza po prostu zaprzestanie inwestycji energii. Odpowiadaj z podobnym zaangażowaniem i częstotliwością, co druga strona – a jeśli jej zaangażowanie jest zerowe, po prostu przestań pisać. Możesz wysłać jeden, jasny, asertywny komunikat, który stawia sprawę na ostrzu noża: „Czuję, że wkładam w tę rozmowę więcej energii, niż otrzymuję. Wydaje mi się, że może nie jesteś nią zbyt zainteresowana, i to jest w porządku. Życzę ci wszystkiego dobrego”. To uwalnia cię od niepewności i przekazuje jej pełną odpowiedzialność za ewentualną kontynuację. Pamiętaj, że na serwisach umożliwiających poznawanie nowych ludzi wiele osób jest tam dla walidacji, rozrywki lub z ciekawości, bez gotowości na realne spotkanie. Twoim zadaniem nie jest ich przekonywanie lub „zdobywanie”. Twoim zadaniem jest efektywna selekcja osób o podobnym poziomie zaangażowania i szczerości intencji. Inwestowanie czasu w jednostronną relację to najprostsza droga do wypalenia i cynizmu.

Ostatecznie, męska strategia sprowadza się do wewnętrznej ramy działania. Twoja inicjatywa powinna wypływać z autentycznego zainteresowania i pewności siebie, a nie z desperacji lub poczucia obowiązku. Kiedy proponujesz spotkanie, rób to z przeświadczeniem, że to naturalny krok, który jest dobrą propozycją dla was obojga – ty dajesz szansę na spotkanie wartościowej osoby (siebie), ona dostaje szansę na spotkanie wartościowej osoby (siebie). Jeśli ktoś tej propozycji nie przyjmuje, nie jest to twoja porażka, tylko informacja o niedopasowaniu. Kluczowe jest ustalenie wewnętrznych granic czasowych. Na przykład: jeśli po tygodniu dobrej rozmowy tekstowej druga strona konsekwentnie unika rozmowy głosowej – odpuszczasz. Jeśli po dwóch wideorozmowach nie można ustalić konkretnego terminu spotkania – odpuszczasz. To chroni twoją godność i skupia uwagę na tych, którzy naprawdę chcą się spotkać. Pamiętaj, że w świecie aplikacji randkowych pokusa, by „uratować” lub „przekonać” kogoś, kto wykazuje mizerne zainteresowanie, jest pułapką. Prawdziwa siła leży w umiejętności skierowania swojej energii i inicjatywy w stronę osób, które reagują z entuzjazmem i wzajemnością. To właśnie one są wartymi inwestycji partnerkami do rozmowy, a potem – miejmy nadzieję – na wspólną kawę i dalszą część życia. Inicjatywa połączona z mądrym odpuszczaniem to strategia, która nie gwarantuje każdej kobiety, ale gwarantuje coś ważniejszego: szacunek do siebie samego i zachowanie energii na spotkanie z tą właściwą.